Schyłek
Wczoraj w pociągu czytałem wiersze.
Po chwili już wiedziałem. Czułem jak
rozrywa im usta. Krew
trudno się spiera - pomyślałem.
Uświadomiłem sobie wtedy, że
słowo nie jest z nas, że oto na moich
oczach chleb przemienia się
w ciało, a umierać trzeba od stacji
do stacji.
Potem zrozumiałem, że jadę pociągiem
i że nie ma
już nic
Komentarze (2)
-
- Grażyna Koszewska
- 13 grudnia 2010, 16:10:14
kapitalny, jaką wielkość ma SŁOWO ! dochodzimy do tego, że Ci którzy "walczą" słowem mogą wiele !
-
- Wanda Szczypiorska
- 13 grudnia 2010, 18:36:28
rozrywa im - to znaczy komu? Sytuacja wyjściowa jest realna. Autor jedzie pociągiem i czyta wiersze. Pewno głośno i przejmująco jeśli im, słuchającym rozrywa usta do krwi. Dalej już istne szaleństwo z przemianą chleba w ciało i bezustannym umieraniem. Ja autorowi nie współczuję, bo nie rozumiem jego cierpienia. Wymyślone z nudów w czasie podróży.