Z listów do Marka. Syn Marnotrawny.
Kiedyś napisałem wiersz o wolności, który
nie znał granic. Nadałem mu tytuł
wspaniały niczym Rzym (mówiono, że bez tego
odszedłby jak przymierze) i pokochałem jak
syna.
Wczoraj wrócił, Marku.
Nazywa mnie Kartaginą i śmieje się,
że pod grubą skórą ziemi i soli
bledną świątynie.